Jestem osobą przeklinającą, klnie mój Mąż, przeklinałam w domu rodzinnym, gdyż klnie również moja Mama.
Może nie jak szewce i nie zawsze, ale generalnie – owszem.
W domu staramy się nie kląć przy Synu, co mniej więcej się udaje, ale dziwiło mnie czasem, że i on nie klnie. (Albo może – nie przy nas:).
Ostatnio, jak to w sobotę, wybraliśmy się na Biegaj-Zapobiegaj i Syn zaliczył ostrą glebę. Zebrał się jednak i latał dalej, ale musiało boleć.
Już w domu rozbiera się do kąpieli i pokazuje mi kolano:
– O zobacz mamo, tutaj caaaałe mnie boli.
– Acha, to tutaj, co się…
– No, tu się wyje…znaczy – przewróciłem się.
Spoko 🙂 Nasz on jest 🙂