Pułapka

Background do tej historii jest taki, że uczę się niemieckiego od kilku lat, ALE niezbyt pilnie – to raz, i tylko godzinę w tygodniu – to dwa.

Te czynniki (zwłaszcza pierwszy) są świetnie odzwierciedlone w moim posługiwaniu się tym językiem.

O ile jeszcze pisane przeze mnie maile mogą zdawać się górnolotne i hoch Deutsch, tak przy gadaniu czar pryska natychmiast, bo jak się gada, nie można sprawdzać słów słowniku:).

Takie są fakty, teraz historia właściwa:

W pracy mamy godzinną przerwę, czyli lunch, w czasie której biegam (dzięki czemu mam u niektórych pracowników opinię zdrowo pierdolniętej, na co aż tak bardzo nie zważam:). Wracam więc – czerwona, zdyszana – wiadomo – odbieram na bramie klucze i kartę i w okienku widzę 3 głowy panów portierów:

– O! Pani Asia mówi po niemiecku! Pani Asiu, przetłumaczy pani?

– Yyyy, dobrze, ale co – pytam ostrożnie, w razie, gdyby mieli w zanadrzu 12-stronicową umowę spółki.

– Trzeba powiedzieć, że dyrektora nie ma i że będzie za pół godziny.

Uff.

Przetłumaczyłam, pan zrozumiał i zapytał czy ma zostawić samochód na zenątrz, czy może wjechać na teren, co zrozumiałam (wow:), i odpowiedziałam, że może wjechać.

Chyba złożę papiery na germanistykę w takim razie 🙂