Harry Potter i Komnata Tajemnic – J.K. Rowling

356 stron

Książka jest ze szczecińskiej biblioteki.

Jak łatwo było przewidzieć, Kronikę Ptaka Nakręcacza doczytałam póki co do strony setnej, natomiast Harry poleciał cały :). Co gorsza, mamy jeszcze z Biblioteki III oraz nabytą IV, więc wiadomo, że z czytaniem innych pozycji może być różnie ;).

Pani Rowling ma talent do wymyślania historii oraz do przenoszenia różnych zachowań dorosłych do świata dzieci i czarnej magii.

W części II mamy, na przykład, wykładowcę Lockharta, przykład celebryty-kretyna, który potrafi się głównie stroić i pierdolić, czego to on nie zrobił (chociaż w rzeczywistości jego dokonania to wielkie gówno:). Jest uroczy Draco Malfoy (zawód syn), który istnieje głównie z powodu posiadania wpływowego tatusia, o uroczym imieniu Lucjusz (chujek i krętacz), jeden i drugi ciągną do złego jak muchy do lepu.

Na szczęście są też prawdziwi przyjaciele (Hermiona, Ron, Hagrid) i prawdziwe przyjaźnie, które działają choćby nie wiem co. Są też cudowni, prawi ludzie, którzy nie zachowują się jak chorągiewka, można na nich liczyć zawsze, w komplecie z ich kulturą osobistą. Miło 🙂

W tej części trzeba zawalczyć z mieszkańcem Tajemnej Komnaty. Jednak wcale nie tak łatwo do niej wejść, chociaż, jak się okazuje, wejście wcale nie było schowane. Trzeba jednak znać kod, czyli JĘZYK otwierający tajne wrota. Po otwarciu owych można spotkać nowe i stare potwory, z jednymi i drugimi trzeba walczyć. 

Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Zwłaszcza tym, z błyskawicą na czole 🙂

Hokus-pokus :)

Przez naszego Syna, rodzina została opętana czytaniem Harrego Pottera.

Tego dnia Mąż miał w planie lekarza, a przewidując, że spędzi w kolejce ze 14 godzin, zabrał książkę ze sobą – był akurat w trakcie czytania III części.

U lekarza czekał, o dziwo, krótko, więc nie poczytał, za tu ugrzęzł w kolejce do kasy, w klepie, do którego udał się po lekarzu.

Stał więc na końcu i czytał. Nagle usłyszał dzwonek, czyli znak, że kolejna kasa zostanie otwarta.

Wszyscy ludzie pobiegli gdzie indzej, a on do kasy numer 4, gdyż ta była najbliżej i mógł od niej dosunąć nie przerywając czytania.

Pani kasjerka przyszła i otworzyła kasę numer 4. Spojrzała na niego, czyli jedyną osobę przy tej kasie mówi:

– Skąd pan wiedział, że czwórka?

– Nie wiedziałam – zeznał Mąż zgodnie z prawdą.

Wtedy wzrok pani padł na ksiażkę, którą Mąż trzymał w ręce i sprawa, zdaje się, stała się dla niej jasna:

– Co, czarodziej?

 

🙂 

Jak tak dalej pójdzie, trzeba mu będzie kupić różdżkę 😉