Część IV i 760 stron za mną 🙂
Wlokę się w rodzinnym ogonie, bo Syn już przeczytał wszystkie VII części, a Mąż czyta VI. Ale nic to, ostatni będą pierwszymi [podobno]:)
Wszystko zaczyna się od finału mistrzostw świata w quidditchu (na który można dotrzeć za pomocą, między innymi, świstoklika :), gdzie, oprócz gry, rzecz jasna, mamy wprowadzenie do innych, mniej jasnych sprawek, które zadzieją się później, czego dowodem jest, na przykład, Mroczny Znak.
Mamy nowego nauczyciela obrony przed czarną magią – Szalonookiego Moodiego oraz wyjątkowo upierdliwą dziennikarkę – Ritę Skeeter. Mogłaby, spokojnie, pisać paski do TV1 – to jest ten typ;).
W tej części Harry bierze udział w Turnieju Trójmagicznym, w którym do wykonania są trzy zadania i powinno w nim brać udział trzech zawodników z trzech szkół magii, jednak Czara Ognia, z jakiegoś powodu, wyrzuca kandydaturę czwartego zawodnika, Harrego właśnie. Oczywiście, nic nie dzieje się bez przyczyny.
Z ciekawych wynalazków koniecznie należy wymienić MYŚLOODSIEWNIĘ: jeśli ma się za dużo myśli w bani, część można odsiać do specjalnego naczynka i potem je sobie, na spokojnie, przejrzeć. Fajne, co? 🙂 Sprawdzę czy jest na allegro 🙂
No i jak zwykle, choć to niby książka dla dzieci, mamy MNÓSTWO odniesień do rzeczywistości i szeroko pojętego reala. Na przykład to, kiedy Dumbledore mówi: (…) ‚skoro Lord Voldermort powrócił, będziemy na tyle silni, na ile będziemy zjednoczeni i na tyle słabi, na ile będziemy podzieleni. Lord Voldermort posiada wielki talent siania niezgody i wrogości’.
I co? 🙂 Does that ring any bell? 🙂
Fajnie się czyta i szybko, czytnę tylko szybko wspominki z Korei i ruszam z V 🙂