333 strony, książka jest Lasoty
To jest reportaż o łódzkich włókniarkach, ale tak na prawdę to jest reportaż i o polskich pracujących kobietach.
A lekko nigdy nie było. Dopiero relatywnie niedawno stałyśmy się pełnoprawnymi obywatelami. Wcześniej byłyśmy tylko dodatkami do mężów…
„28 listopada 1918 roku tymczasowy naczelnik państwa wydał dekret, na mocy którego kobiety w Polsce uzyskiwały czynne i bierne prawo wyborcze. Artykuł 1 stanowił: „Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel państwa bez różnicy płci, który do dnia ogłoszenia wyborów ukończył 21 lat.” Artykuł 7: „Wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele(lki) państwa posiadający czynne prawo wyborcze, niezależnie od miejsca zamieszkania.
Ro 1918 to wcale nie tak dawno. (…) Matka matki mojej matki jako pierwsza kobieta w rodzinie wchodziła w dorosłość z pełnią politycznego głosu.”
„Polska była jednym z pierwszych europejskich krajów przyznających prawo wyborcze kobietom, ale był to zaledwie początek mozolnej zmiany całego prawodawstwa i utartej tradycji. Nierówności mają bardzo głębokie korzenie.”
Praca w przemyśle włókienniczym była bardzo ciężka, zmianowa, fizyczna, w zapyleniu, w hałasie, przez wiele lat bez wolnych sobót. A po pracy zakupy, dom i dzieci – i tak na okrągło. Jednak jakimś cudem kobity dawały radę.
„One się nie poddawały. Mimo, że spędzały te osiem godzin przy maszynie, chodziły na szpilkach. Pamiętam ciągle suszące się pończochy, codziennie prane…One potrafiły się bawić, nie tylko praca i znój. Natomiast ich domy były bardzo dobrze zorganizowane, okna czyste, firany wykrochmalone, obiad na piecu. To były proste kobiety, ale zahartowane przez tę robotę, one musiały dawać radę. Musiały trzymać pion bez względu na wszystko. Wydaje mi się, że to właśnie ten trud przekładał się na to, że one w życiu codziennym radziły sobie bardzo dobrze. Na zasadzie samozaparcia czy chęci.”
Co więcej:
„Janina: O, jak też przyniosłam zdjęcie, jak kobiety grały. – Wyciąga drugą, podobną fotografię.
Ewa: Siostra grała, ja też grałam. Ze Startem. Jak nam baty dali…Ale wygrałyśmy.
M.M.: Były żeńskie drużyny piłki nożnej? Przy Marchlewskim?
Janina: Tak. To jest mecz między tkalnią a wykończalnią.
Ewa: Ja normalnie od krosien odeszłam, żeby zagrać.”
Podziwiam te kobity, wielki szacun.
Mam również taką refleksję, żebyśmy pamiętały, że to, że mamy prawo głosu, możemy pracować i same na siebie zarabiać, to jest przywilej, który wcale nie tak dawno został nam dany. A tak jak został dany, może zostać… same wiecie co.
A reportaż świetny.
W porównaniu do tamtych babek nasze życie (moje) jest bajecznie łatwe i proste. W porównaniu do nich w zasadzie nie mam nic do roboty. A i tak czasami jęczę, że mi ciężko ;).
Podziw i szacun, Panie Włókniarki!