Kurz, pot i łzy – Bear Grylls

To jest książka dla nas, dla Polaków. Bo my lubimy maruuudzić. I mówić, że życie jest chujoooowe. 

______________

Zawsze uwielbiałam ludzi, którym się CHCE coś życiu robić i którzy ruszają dupsko, bo lubią, żeby się coś DZIAŁO.

I chociaż generalnie nie czytam bio ani autobio-grafii, bo jakoś mi nie podchodzą, sobie pomyślałam, że dobra – spróbuję. 

I stwierdzam, że jest to bardzo pozytywny opis życia bardzo pozytywnego chłopa, który umie się w bardzo pozytywną stronę zakręcić. 

Opis bardzo mi bliski. 

Bo na przykład – niedawno byliśmy w górach. Nie jak Grylls: w zimie, w nocy i podczas zawiei i gradu – tylko normalnie :), aleśmy ostro dali sobie w dupę i w pewnym momencie naprawdę nie było już wesoło, do do domu daleko, nogi bolą, a tu góry i, kurwa, muchy. Ale doszliśmy. I jak już się zbliżaliśmy do naszej noclegowni, człapaliśmy tymi bolącymi girami i się tak strasznie śmialiśmy. I było tak cudownie. I to jest takie uczucie, co jak ktoś nie wyłazi z domu, to go nigdy nie pozna. A on pisze: 

„Kiedy dziś ludzie pytają, co mnie pociąga w łażeniu po górach, odpowiadam, że bynajmniej nie adrenalina czy zdobywanie szczytów. W górach chodzi przede wszystkim o wspólnotę pewnego doświadczenia, którą trudno znaleźć w zwykłym życiu. Uwielbiam to, że każdy jest tam identycznie ubrudzony i rozczochrany, że trzeba coś z siebie dać, że trzeba walczyć i zwyciężać. Góry sprawiają też, że człowiek się odpręża, śmieje do rozpuku z byle głupstwa i do pełni szczęścia wystarcza mu to, że może usiąść i pogapić na zachód słońca albo płonące polana.”

(I jeszcze napisał, że był na Snowdonie i na Ben Nevisie i ja też byłam i Snowdonie i na Ben Nevisie i już mi się prawie zaczęło zdawać, że sama jestem Bearem Gryll’sem :). Jakoś jednak doszłam w końcu do siebie SIEBIE :).

No i wejście na Everest – ja pierdziu! Ilość mocy jaką trzeba wygenerować, żeby tam wleźć, jest dla mnie niewyobrażalna. SKĄD, kurna, ludzie taką moc biorą? 

Było jeszcze parę zdań, które mi się w tej książce podobało: 

„W życiu trzeba samemu umieć rozpalić w sobie żar.”

„Jeśli znajdziesz drogę, na której nie ma żadnych przeszkód, to najpewniej prowadzi donikąd” – nooooo! 

„Spontaniczność trzeba ćwiczyć każdego dnia, bo inaczej się ją traci.”

oraz

kiedy jakiś chłopiec zagaił go, co by mu doradził, gdyby miał mu dać tylko JEDNĄ radę (chodziło o Szkołę Przetrwania), Grylls odpowiedział:

„Uśmiechaj się, kiedy pada deszcz, a kiedy przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się.”

Ładne, nie?

Próbowaliście? 🙂

 

Ta książka jest jest film ‚Nietykalni’ – wzbudza pozytywne emocje i generuje rogala na gębie.

🙂