Kwietniowa Czarownica – Majgull Axellsson

Książkę polecał ktoś na blogu Pierwszej Żony. 

Smutna. 

Jest o siostrach – niesiostach (Christinie, Margaret i Birgitt), czyli dziewczynach, które zostały oddane pod opiekę ‚cioci’ Ellen.

Każda z nich miała dość INTENSYWNE i BOGATE życie domowe, i z tego powodu nie mogły ze swoimi cudownymi rodzinami przebywać.

Oczywiście odbiło się to na psychice każdej z nich, trwale i głęboko, i choć każda z nich próbuje być normalna, słabo to wychodzi.

Ich mamusie we wczesnych latach dały dziewczynom ostro popalić i od wtedy nic już nie jest takie samo. 

Jest jeszcze jedna siostra – niesiostra – Desirée. Tu z kolei zawiniła ciocia Ellen, która choć obecnie jest wzorową opiekunką, nie zawsze była wzorem matki: porzuciła swoją córkę z porażeniem mózgowym, bo tak się wtedy robiło. Szybka akcja i problem z głowy. Ellen nie chwali się swoim postępkiem, tajemnicę zachowała dla siebie. 

A  Desirée tuła się po szpitalach od najmłodszych lat. Ma jednak coś, czego nie mają inne siostry, a co sprawia, że jej mocno średnie życie potrafi nabierać barw: potrafi wcielać się w inne istoty i działać za ich pośrednictwem. Czyli czarownica. Co prawda każda taka akcja sporo ją kosztuje, ale Desirée to robi, bo warto. Ze szpitalnego łóżka ciężko poznawać świat.

Książka pokazuje zmaganie się z życiem tych 4 dziewczyn, ich pragnienia, ich wyznania, ich samotność i ich nieufność. To jak siebie pokazują i jakie są naprawdę. Dodatkowo Desirée uważa, że jedna z sióstr ukradła jej życie i przez chwilę stara się dowiedzieć która to. 

Morał z tej książki może być taki, że odrzucenia dziecka przez matkę nie da się naprawić, wymazać ani niczym zastąpić. Żal, pustka i rozpacz tkwią w takim człowieku już na zawsze i każdego dnia, po trochu, taki człowiek je z siebie wyrzuca. Na wszystko i na wszystkich. Niestety.