Ostatnie trzy weekendy to dla mnie głównie wydarzenia sportowe, w wieeelkie atrakcje obfitujące.
18/06 biegłam 4 PKO Nocny Półmaraton Wrocław. Biegło 10 000 osób! Nigdy jeszcze nie leciałam w taaaaakiej grupie! Startowałam z 4 (chyba) strefy czasowej (2.01 – 2.15) – ilość startujących była tak duża, że nasza strefa ruszyła o 22:22! 🙂 Życiówki nie było, ale przeżycie duże. No i 7 minut lepiej niż w roku ubiegłym 🙂
26/06 wybraliśmy się z Mężem na rower. Naszym celem była oddalona o 30 km miejscowość i zastanawialiśmy się jak będzie z powrotem i czy damy radę wrócić. Jechało się nad wyraz elegancko, w związku z czym zamiast 60, pyknęliśmy 87 km :). Jest to mój rekord, jeśli chodzi o jednorazowy dystans przejechany rowerem 🙂
Ale to wszystko nic.
1/07 ruszyłam na VI Wielkie Wędrowanie z Gildią Przewodników Sudeckich. Już dwa lata przyglądaliśmy się temu wydarzeniu z moim górskim kumplem Jackiem i za każdym razem wzdychaliśmy: o, poszli… W tym roku Jacek zarządził, że koniec wzdychania i nas zapisał :), czyli PRZEŻYJ TO SAM. Nie daliśmy rady przejść całej stówki (tyle ma pełny dystans), jednak maszerując 29 godzin przeszliśmy 88 kilometrów i doszliśmy z Jeleniej Góry do Sokołowska :).
Tym razem zostało pobitych kilka rekordów: na pewno czas bycia w trasie (29h), ilość nieprzespanych godzin ciurkiem (41!), ilość przebytych kilometrów (88). Do tego dochodzą rekordy dramatyczniejsze: stopień zmęczenia, obolałych mięśni i gir. I może własnej głupoty, bo przecie cała ta akcja z własnej nieprzymuszonej woli :).
Ale nic to 🙂 W przyszłym roku znów się wybieramy 🙂