Ostatnio przytrafiła mi się taka oto przygoda:
Wtorek, 12:00, w pracy właśnie zaczyna się godzinny lunch break, a ja, jak co wtorek, wyruszam przebiec moje okołopracowe 7,5 km.
Dzień jest słoneczny, lekko powiewa wiaterek – lecę.
Czasem biega nas nawet 5 sztuk, ale dziś jest posucha, lecę sama.
Wracam już i widzę jak biała toyota, która dotąd jechała jak wszyscy, zwolniła, a kierowca gapi się w moim kierunku.
Dobra, myślę sobie i lecę dalej, ale toyota nie przyspiesza, co gorsza, chłop dojechał na skrzyżowanie, na którym skręcam do pracy i wysiadł! (kurwa, kurwa!).
Nie mam jednak telefonu, pocieszam się więc, że dzień jasny i lecę ile sił w nogach, Usain Bolt jednak ze mnie nie jest (chociaż by się teraz akurat przydało, żeby był:).
Facet na szczęście nie jedzie za mną, więc wracam spokojnie do roboty.
Biorę prysznic, wracam do biura i widzę migające światełko w telefonie – czyli sms. To kolega Robert:
Czy to Ty biegałaś teraz na strefie?
Jezu, no ja! 🙂 Ty byłeś w tym białym samochodzie? Czemu nie wrzasnąłeś?
Bo ja nieśmiały jestem :).
I w ten oto sposób zagadka tajemniczego białego samochodu została rozwiązana 🙂