On Chesil Beach – Ian McEwan

166 stron

Książka jest Maryli – wygrzebałam ją u niej na półce. Zapytałam, czy fajna i Maryla powiedziała, że ta książka długo siedziała jej w głowie.

Więc wzięłam.

To jest, w zasadzie, opis jednego wieczoru: nocy poślubnej dwojga ludzi, którzy się kochają i dla których TA właśnie noc łączy się z szalonymi emocjami. Dla każdego z innymi, ale o równym natężeniu.

W teorii wszystko powinno iść gładko, ale teoria a praktyka, to dwie różne sprawy.

‚And what stood in their way? Their personalities and pasts, their ignorance and fear, timidity, squeamishness, lack of entitlement or experience or easy manners, then the tail of religious prohibition, their Englishness, and class and history itself. Nothing much at all.’

i jeszcze to:

‚Even when Edward and Florence were alone, a thousand unacknowledged rules still applied.’

Im człowiek starszy, tym więcej ma w głowie. Niestety, to co ma w głowie, nie zawsze pomaga, a czasem nawet bardzo przeszkadza. Siedzi tam i ciężko się tego pozbyć.

Dobra książka.

Polski tytuł: „Na plaży Chesil”