Odfajkowane

Naprawa samochodu to czynność z tej samej półki co wizyta u ginekologa albo dentysty.

NIKT nie lubi tam chodzić, a tym bardziej za to płacić.

Ale trzeba, więc się chodzi i się płaci  – wiadomo.

ALE jak już człowiek rzecz taką odbębni – to jest radość i duma z odfajkowanego zadania 🙂

 

A memu volvu właśnie dziś wymieniono tylne heble:)

Mam nowe heble.

Mam z głowy = mogę mieć w dupie 🙂

Jupiiii 🙂

Krawcowa

Kupiłam sobie jakiś czas temu zimową czapkę.

Taką dłuższą, ‚beanie’, żeby zwisała i dyndała.

Kiedy przyszła, okazało się, że to, co najbardziej mnie w niej wkurwia, to to, że czapka wisi i dynda.

Przeszukałam cały internet w poszukiwaniu innej – żadna mi się nie podobała.

Wtedy wpadłam na świetny pomysł, że przecież sama ją sobie skrócę i ochoczo zabrałam się do pracy. 

Gdyby to była czapka JEDNOWARSTWOWA, może i by się udało. Ale jak zaczęłam te warstwy podcinać, to jedną, to drugą, czapka skończyła w śmietniku, bo już nawet chyba opaską by być nie mogła…

Przeszukałam internet drugi raz, czapkę NOWĄ zamówiłam, czekam. 

Teraz już nie wisząco-dyndającą.

Póki nie wpadnę na pomysł, żeby ją wydłużyć, powinno być ok 🙂

 

Robert Biedroń – Pod prąd – rozmawia Magdalena Łyczko

250 stron, książkę pożyczyła mi pani od niemieckiego.

Biedroń na prezydenta! 🙂

Czytając tę książkę cieszyłam się, że mamy w Polsce takich ludzi. Takich otwartych, takich kreatywnych, takich energetycznych. 

Ten Biedroń, to musi być naprawdę fajny chłop.

Biedroń jest szczery, wesoły i działający. 

Biedroń jest gejem, więc żeby został uznany i doceniony [przez facetów] musi pracować więcej i ciężej. I pewnie dlatego wie, ja mają kobiety. I się z nimi solidaryzuje. I je rozumie i wspiera. Żeby tak inne chłopy rozumiały chociaż 30% z tego, byłoby fajnie. Bardzo.

Biedroń jest sobą, nie gra pod publiczkę. I to jest fajne. I bardzo się dobrze ten wywiad czyta.

Bo Biedroń jest do tego bardzo pozytywny. I mądry.

Oby więcej takich Biedroniów w polityce, jako prezydentów miast i wszędzie indziej.

Jestem szalenie za.

Jak być rodzicem i nie za bardzo się zmęczyć – lesson one

Z moim Mężem od zawsze mieliśmy takie podejście do naszego Syna, żeby ogarnąć sprawy tak, żeby nie być doszczętnie utyranym faktem posiadania dziecka. 

I tak, na przykład, w dzieciństwie bardzo wczesnym, nauczyliśmy go samemu zasypiać, dzięki czemu od [prawie] zawsze wieczory mamy wolne (od usypiania dziecka, prasowanie i reszta się samo nie zrobi;).

Gdy zaczęła się szkoła, natychmiast podjęliśmy kroki, żeby Syn sam ogarniał swoje lekcje (w miarę możliwości:). System polega na tym, że robi sam, ile umie, a kiedy czegoś nie kuma – pyta. A że lekcje zazwyczaj odrabiał na świetlicy i zazwyczaj słabo było z pomocą, zaczął być szalenie samoobsługowy :). Więc jak mnie ostatnio koleżanka z pracy zapytała ile siedzę z nim przy lekcjach, zapytałam uprzejmie ‚WAS?’ :). Ponieważ system oparty jest na zaufaniu, nie grzebiemy mu w zeszytach, ani w plecaku. Zaufanie zaufaniem, ale chłop ma lat 10 i czasem przeleciała człowiekowi przez głowę taka myśl, że może by jednak zajrzeć w te zeszyty.

Ale dobra, nadejszło zebranie przedpółroczowe w klasie IV, więc poleciałam. Pani rozdała karteczki z ocenami i co się okazało? Że najwyższą średnią w klasie ma właśnie nasz samoobsługowy Syn:).

No przecież – brawo Syn 🙂

I brawo my 🙂

 

Top secret

Kiedy wchodzę z torbą z rzeczami do biegania do pracy, a pogoda jest dziwna, panowie strażnicy na bramie zagadują mnie, zależnie od tego, jak jest:

– O, w takim deszczu/błocie/śniegu/wietrze/zimnie (czy co tam się innego trafi:) TEŻ będzie pani biegać?

Ja zawsze mówię, że tak (i zawsze biegam:).

Ostatnio wchodzę, na parkingu chlapa, więc na bramie panowie pytają:

– O, w takim błocie też będzie pani biegać.

– Też – mówię – i, co gorsza, w dziurawych butach, bo te nowsze oddałam do reklamacji i zostały mi tylko te.

Weszłam, w przerwie pobiegałam, spoko.

 

Wchodzę do roboty kolejnego dnia. Chłop na bramie, widząc mnie, już z daleka wrzeszczy:

– Oooo! Dzisiaj teeeeż będzie pani w dziuraaaawych butach biegaaaać?

– Nie, dziś mam przerwę – mówię i zastanawiam się czy już wszyscy w zakładzie wiedzą, że biegam w dziurawych butach 🙂

Szpieg – Paulo Coelho

200 stron, książkę pożyczyła mi Pani od niemca.

Pamiętam, że dawno temu czytałam coś Paulo Coelho i styl tych dzieł był mamlasto-rozlazły i to się, akurat, nie zmieniło 🙂

Książka jest napisana w formie listów między Matą Hari, osadzoną w więzieniu, a jej adwokatem.

Historia jest całkiem ok, ale jakoś mało w niej energii. Może to ten typ historii albo typ pisarza (raczej b:).

Natomiast to, co mi CAŁKIEM nie zagrało to fragment z opisu na okładce: ‚Za niezależność zapłaciła najwyższą cenę’ vs opis jej życia.

Nieza-co? 🙂

Z tego, co wyczytałam, to pani Mata, żeby mieć ubranka z najwyższej póły, najzwyczajniej w świecie dawała dupy różnym panom, głównie bogatym i znanym, co, najczęściej, wykluczało z owej grupy mężczyzn młodych i przystojnych.

No to zaraz, albo się jest utrzymanką, albo niezależną, czy czegoś nie kleję? 🙂

Dziś, przecież, też istnieją takie niezależne bohaterki, co to zrobią ABSOLUTNIE WSZYSTKO same. Pod warunkiem, że mąż je na miejsce robienia owego czegoś zawiezie, zapłaci za to, co im będzie potrzebne, a potem je przywiezie. 

Samodzielne bohaterki 🙂

Jak Mata Hari 🙂

Jeśli o mnie chodzi, to kolega Paulo – nie, ‚Szpieg’, również – niekoniecznie.