Po 10 godzinach w robocie w końcu jestem w domu. Uff, jak miło, wreszcie spokój. Tak sobie myślę.
Tymczasem z basenu wraca mój Syn i rzecze:
– Mamooo, a pamiętasz tą magiczną plastelinę, którą sobie wczoraj kupiłem? (pamiętam i wiem, że nie jest to wstęp do wiadomości pozytywnej)
– Pamiętam…
– Tą co, jak się z niej kulkę ulepi, to skacze jak kauczuk?
– Pamietam…
– Bo wiesz co? Ja ją wczoraj położyłem koło łóżka i ona w nocy chyba trochę na prześcieradło wylazła… I trochę na poduszkę…
Ta. W 200% magiczna:)