Nie-śpiąca królewna

Niedziela, jeśli się nigdzie nie szwendam, jest moim dniem długich wybiegań – w tygodniu biegam 2 x poniżej dychy, w weekend koło 15-tki, ciurkiem.

W 90% biegam sama, więc zazwyczaj, kiedy ktoś chce biegać ze mną, dołączam się ochoczo i na wszystko się zgadzam.

Mój Brat, który mieszka w dzielnicy oddalonej o 15 km od mojej i też biega i przygotowuje się do maratonu, więc biega i po 3 dychy od czasu do czasu i czasem zahacza o moje kwadraty, i, jeśli przez nie przebiega, daje mi znać dzień wcześniej, i wtedy ja się na chwilę dołączam i jest fajnie :).

Nie zdarza się to często, ALE zazwyczaj udaje mu się trafić w moment, kiedy to w piątek sobie marzę, jak to w niedzielę pośpię do 9 i pójdę biegać o 11 i się wyśpię i będzie cudnie. Wtedy przychodzi SMS: Ruszam o 8, będę u Ciebie o 9, dołączasz? No i ja zawsze dołączam 🙂

W ten piątek było podobnie: tydzień w pracy był ciężki, w sobotę poszłam jeszcze na Biegaj Zapobiegaj (na 9:30, żebym się przypadkiem nie wyspała:), ale w niedzielę – ooooo, to sobie pośpię. I gdy tylko ta myśl wysunęła się z mojej bani – już słyszę – przyszedł SMS. Brat. ‚Hej, w niedzielę biegnę na Chełmiec, 9:00 pod Chełmcem pasi?

No pasi 🙂

Kiedy indziej się wyśpię najwyżej 🙂