Zawsze rozwala mnie to, jak kręcą się różne znajomości. Jakim cudem trwają, chociaż, teoretycznie, nie powinny 🙂
Na przykład: ostatniej niedzieli siedzimy w domu, ktoś puka do drzwi. Rzadko puka ktoś poza koleżanką Syna, domniemuję, że to ona. Mąż otwiera drzwi i słyszę, jednak, chłopięcy głos.
A to niespodzianka!:)
3 lata temu Syn uczestniczył w półkolonii. Było tam milion dzieci z naszego miasta i jeden chłopiec z Wiednia, z którym się skumplowali. Raz był u nas, jeszcze podczas trwania półkolonii, potem, całą rodziną, wpadli do Polski na Wielkanoc, zabrali Syna do kina, byliśmy nawet u babci, gdzie odbywało się spotkanie chłopaków. (Babcia robi za skrzynkę kontaktową i miała do mnie telefon, ale go zgubiła, więc kumpel musiał przybył osobiście :).
Potem przyszedł jeszcze jego tata z bratem i wszyscy wymieniliśmy się numerami telefonów i teraz już nas austriackie pukanie do drzwi nie zaskoczy 🙂
Siedzieliśmy przy stole wszyscy, śmialiśmy się i kręciliśmy głowami, że to jest niesamowite, że chłopaki się ciągle spotykają :).
Oby tak dalej 🙂