Moja sytuacja biurowo-pracowa wygląda obecnie tak, że siedzę sama w biurze (reszta na urlopach) i klepię sobie w komputerku: bądź jakieś [ultraważne, jak zawsze:] liczbki, bądź odpowiadam na absolutnie-nie-trujodupcze maile od klientów.
Życie jak w Madrycie.
Sytuacja owa ma 2 plusy: a) w biurze jest klima, a na dworze i w domu nie:); b) mamy kawę i ekspress. Dzięki temu jakoś ciągnę.
Po pracy, w ramach rozrywki poleciałam do kina na Mamma Mia 2, bo żyje się raz i to co, że jest przed wypłatą :). I co widzę? Cudo: grecka wyspa, boskie morze, piękna woda, piękni ludzie, do tego jeszcze śpiewają i tańczą, również ładnie.
Ej, to czyli taki świat gdzieś istnieje?:)
Dobrze, ja też kiedyś jeszcze pojadę na grecką wyspę i będą tańczyć i śpiewać (a kurwa, tak!:).
Jednak jeszcze nie w tym roku.
W tym pojadę nie na grecką wyspę, tylko na czeski ląd i nie tańczyć, tylko jeździć na rowerze.
No nic, może chociaż sobie pośpiewam w takim układzie 😉
Na początek Jožin z Bažin 🙂