Eleanor Olimphant is completely fine – Gail Honeyman

383 strony

Książkę przywiozła mi Maryla, zareklamowawszy ją uprzednio, że w UK wszyscy czytają i zachwyceni.

Dawno już nie czytałam po angielsku i miałam obawy, że będę musiała sprawdzać co drugie słowo – to raz, dwa, mam jakiś zastój czytelniczy ostatnio, nie wiem za dużo na głowie, czy za mało W;), ale ewidentnie ostatnio mi nie szło.

Jednak nie było tak źle, w tydzień ją przeczytałam 🙂

Eleanor wiedzie sobie samotne, bardzo proste życie, chodząc do tej samej pracy, jedząc te same rzeczy, nosząc te same ubrania i pijąc tą samo wódkę w każdy weekend. Na pewnym poziomie jest … dobrze? Ale czy na pewno i jak bardzo powierzchowne jest to ‚dobrze’.

Robi się ciekawie, jak rąbek tajemnicy się uchyla i pomału zaczynamy się dowiadywać różnych, prawda, ciekawostek. 

Dobra książka – i wesoła i smutna i o dobrych ludziach i o fiutach. 

Bardzo polecam, po polsku też już jest i ma też powstać film.

Czekam 🙂