Od zawsze nienawidzę pająków.
Nienawiść ta zrodziła się we wczesnych latach mego życia, gdyż płynęło ono na parterze, dokąd wszelkie robactwo ciągnęło gromadnie.
Potem była chwila spokoju, 20 lat na piętrze dziewiątym.
I teraz znów wylądowałam na parterze i do tego mam garaż.
TAM mieszkają GIGANTY, MORDERCY i PAJĄKI GRIZZLY.
Ilekroć sunę tamże, otwieram drzwi, odskakuję i czekam (prewencja, w przypadku, gdyby któryś chciał mi skoczyć na łeb).
Ale zdarza się też , że ścierrrwo wlezie do domu.
Rozwiązaniem w takich przypadkach jest wskoczenie na meble i darcie się wniebogłosy i tymże wniebogłosem Męża na ratunek przyzywanie.
Ostatnio moje Chłopy poszły sprzątać do garażu.
Wrócili, więc pytam (pytam, jakby byli na safari, a nie w garażu):
– A jak pająki? Były jakieś?
– No, odpowiada Mąż, dwa były takie, które by ci się spodobały. Na jakieś 80 decybeli je oceniłem.
Myślę, że w najbliższym czasie nie wybieram się do garażu.
W przeciwieństwie do pająków, zapewne