Po latach nasza firma wpadła w końcu na pomysł porzucenia Lotusa (ufff 🙂 na rzecz Outlooka.
Chyba każdy program do obsługi poczty jest przyjemniejszy od Lotusa, który, moim skromnym zdaniem, jest gówniany, zwłaszcza jeśli trzeba kopać w mailach z czasów mchu i paproci i coś tam znaleźć. Masakra.
Mieliśmy nawet krótkie szkolonko, dzięki któremu przejście na nowy program miało być czystą żywą przyjemnością.
Poszło, o dziwo, dość gładko. Jak serwery ożyły, ma się rozumieć 🙂
Co się nam wszystkim spodobało to to, że sobie można różne rzeczy pod siebie poustawiać i taka się ma wtedy poszową własnościową pocztę. Bolszaja technika.
Z tą personalizacją trzeba jednak uważać, żeby maszynom za dużo nie wyjawić, gdyż może to użytkownika zgubić. Dziś na przykład, jeden z moich Kierowników wziął się za klepanie maila po niemiecku, klepie, kasuje, klepie, kasuje, klepie, kasuje, w końcu zirytowany podnosi głowę znad klawiatury i pyta:
– No ej! A czemu on mi ciągle gute podkreśla? Przecież dobrze napisałem!
– Może widzi, kto to pisze. Spróbuj schlechte, powinno zadziałać.
Już tego Outlooka lubię:)