Dziś zadzwoniła do mnie ma Matka (Teresa) i zapytała życzliwie czy w jakimś konkretnym celu wpajam mojemu Synowi, że po śmierci SKÓRA idzie do nieba.
Psiażeszmać!
Cały mój wykład czyli, o tym jak DUSZA (nie skóra, ani nie kości:) idzie po śmierci do nieba, został nie do końca dobrze zrozumiany 🙂
Co gorsza, Syn mój tak się przy tej podniebnej skórze uparł, że Babce centralnie powiedział, że różni ludzie mają RÓŻNE zdania na ten temat i że akurat ona widocznie ma INNE zdanie niż jego matka, czyli ja.
Dyplomata, kurwa 🙂
Tylko czekać co powie na skórę w niebie pani katechetka z przedszkola, która się zapewne o nowościach w świecie duchowym wkrótce dowie.
Wtedy zapewne nasze skóry (wciąż żywe 🙂 na dywan zawezwie i je złoi.
Miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze 🙂