Dziś miałam prawie jak ta pani, co to jest taka wyluzowana, że wyłamuje sobie obcas w reklamie mentosów.
Ale do rzeczy.
Moja Sąsiadka mówi, że buty trzeba mieć porządne, więc czasem, zgodnie z jej zasadą, kupuję porządne.
Bywa jednak, że kupuję (zgodnie z moją zasadą:) nieporządne, jak na przykład sandały, które miałam dziś na girach.
Latałam w nich jak szalona do dziś, kiedy to usłyszałam podejrzany szur i klap w jednym. Spojrzałam na buciska i widzę, że jeden z moich sandałków dokonał klasycznego rozklapu. Podeszwa rozłożyła się praktycznie na pół. Drugi jest w stanie trochę mniej krytycznym, jednak i jego czas dobiega końca.
Oczywiście wszystko to zauważyłam w pracy.
Bardzo żałuję, ale nie mogę wyskakiwać z pracy po buty kiedy tylko zapragnę, musiałam przeto poszukać rozwiązań alternatywnych, rozklap chwilowo eliminujących.
Mam jedne buty w pracy, ale wielkie, robocze, z blachą, więc do dzisiejszej temperatury i sukienki, którą wdziałam – nie bardzo.
Wyjść z pracy póki co nie mogę, a klapać przestać muszę, bo stracę me prostowane zęby i dopiero będzie.
Rozejrzałam się wokół i oko me natrafiło na zszywacz 🙂
Raz-dwa laczki pozszywałam.
Nie klapią!
Zszywki żrą trochę w nogę, ale nic to.
Tej pani z reklamy mentosa też się pewnie niewygodnie bez obcasa chodziło 🙂
PO PRZERWIE:
W chińskim sklepie kupiłam sobie nowe sandały. Nieporządne. Za 18 PLN.
Nie wiem co na to Sąsiadka 🙂
