Bejzbol czy dzwonek?

Jadę sobie ostatnio rowerem po ścieżce rowerowej [a to ci niespodzianka].

Piękne popołudnie, wiaterek powiewa, jeszcze nie wiem, że zgubiłam bluzę, która mi spadła z bagażnika, mknę więc i życie jest piękne.

Z daleka widzę idącą po owej ścieżce grupę bab, większość jest grubych, a rozstawiły się tak, że się za nic nie przecisnę.

Do tego jest piesek, którego smyczka rozciągnięta jest po przekątnej od baby-właścicielki do przeciwległego krańca ścieżki, więc nawet jeśli jakimś cudem ominęłabym baby, zginęłabym zaplątana w ową smyczkę. 

Nie chcąc powodować zamieszania zwalniam, zbliżam się do nich i kulturalnie zgłaszam:

– Przepraaaszam!

Na co odwraca się jedna z grubych bab i [nie] kulturalnie pyta:

– A dzwonek gdzie!

 

W dupie, gruba babo.

Bejzbol sobie zamiast dzwonka przyczepię i żarty się skończą.