Odmładzająca moc zielonej herbaty

Mam taką jedną sukienkę z Primarka, w której postanowiłam zadać szyku w robocie przy piątku.

Szło mi całkiem dobrze do momentu, kiedy to zadzwonił Kiero, a ja, tryknąwszy kablem w kubek, wylałam na siebie herbatę. Całą. Zieloną. Na szczęście nie gorącą. 

Z biurka obok nadeszła odsiecz i sytuacja została dość sprawnie opanowana.

Sytuacja na biurku i na podłodze, bo sukienka wciąż była mokra. Na szczęście jednak została wykonana z wysokiej klasy sztuczniaków, więc a) nie było widać na niej plamy, b) dość szybko wyschła. Można by w niej nawet biegać, dochodzę do wniosku.

Ale do rzeczy.

Najpierw na korytarzu (idąc w tej mokrej sukience) spotkałam kolegę, który powiedział, że pięęęęknie wyglądam.

Ale to jeszcze nic.

Po południu pojechałam odebrać Syna z półkolonii i babcia jednego z chłopców, rzuciwszy na mnie okiem, rzekła (sukienka już była sucha:): tak młodzieńczo pani wygląda, że ciężko uwierzyć, że jest pani mamą któregoś z chłopców. A pani syn chyba jeden z najstarszych z grupy, prawda?

Prawda. 

Mogłam jej poradzić, żeby przed wyjściem po wnuki też oblała się zieloną herbatą, wzięli by ją za mamę chłopców, nie za babcię 🙂

Bo zielona ma moc 🙂