Jedziemy do pracy we cztery baby, Sąsiadka kieruje babowozem.
Rozmawiamy. Sąsiadka:
– Mój mąż ciągle robi jakieś przetwory, wiecie?
– Wiem – rzecze druga sąsiadka – bo twój mąż dzwonił do mojego po drylownicę do śliwek. I mój mąż się BARDZO dziwił, że to twój mąż dzwoni, a nie ty.
I nadchodzi pora na szczere wyznania wzorowych gospodyń:
– E – mówi Sąsiadka – mi by się nie chciało.
– Mi też nie – mówię ja.
– Mi też nie – mówi sąsiadka II, właścicielka drylownicy.
– Mi też nie – mówi Madzia i wesoło rechoczemy.
Dobrze, że każda z nas dała radę już skombinować sobie jakimś cudem męża. Bo z taką chęcią do robienia przetworów łatwo by nam nie było 🙂