Szczyt

Dziś wspięłam się na wyżynę mojego genu.

Bo ja mam gen – rzeczy upuszczam i rozlewam.

Kiedyś występował częściej i we wszystkich sferach mego życia, teraz, jakby rzadziej, i nawet mi się ostatnio wydawało, że może już go nie mam.

Ale spokojnie – JEST 🙂

Dziś ukazał się w pełnej krasie. 

Rano szłam na szkolenie i PRZED tym szkoleniem chciałam zrobić WSZYSTKO, oczywiście SZYBKO. 

Latałam na magazyn, grzebałam w papierach, zrobiłam sobie herbatę, jadłam, oraz telefonowałam. 

Oczywiście symultanicznie. 

Tak to wszystko zgrabnie robiłam, że telefon wpadł mi do herbaty, kurwa.

Ale na szczęście kubek nie był pełny i telefon nie dokonał zanurzenia w stylu u-boot. 

Wyłowiłam go, kolega Jarosław dokonał serwisu osuszającego i telefon żyje 🙂

Może troszkę gorzej słychać, ale po kąpieli w herbacie to i tak nieźle. 

 

Umiecie tak? 🙂