Niezwykle sympatyczna lektura.
Chociaż nie dzieje się w świecie mafii, przypominała mi trochę film ‚Prawo Bronxu’.
Rzecz dzieje się głownie w środowisko biednych i niejednokrotnie ostro popapranych ludzi, a mimo to jest w niej dużo ciepła i pozytywnych emocji.
Są to wspomnienia autora z dzieciństwa i młodości, którą spędził w Manhasset, dłuższą chwilkę od Manhattanu i zaledwie kilka kroków od baru Dickens, gdzie jego wujek był barmanem, i gdzie poznał wielu ludzi, którzy wnieśli bardzo dużo w jego życie.
Książka jest napisana ładnym językiem, facet często wspomina, że lubi słowa i to widać, słychać i czuć.
Ja też lubię słowa.
I wszystkim tym, którzy lubią słowa, ją polecam 🙂