Bankrut

Z mych obserwacji wynika, że najszybszą drogą do bankructwa naszej rodziny są szczotki do zębów naszego Syna.

No przecież ledwo nową z pudła wysupłam i zapodam, po 4 dniach już wygląda jak rosochaty mop po wizycie u awangardowego stylisty.

Pilnuję Dziada.

Nie gryź – instruuję – MYJ!

Póki dybię – myje. Ale niech no wyskoczę z łaźni na sekund kilka – pokąsa szczotkę w drobny mak i tyle.

Już jakiś czas temu zarzuciłam kupowanie dziesięciozylowych Kolgejtów i poszowych akłafreszów, przeszedłszy na Kauflandowe delfinki (3 zyle) czy inne taniaki, ale i tak na niewiele się to zdaje. 

Po tygodniu każda jest do wyrzucenia. 

Nie wiem co z tym fantem zrobić. Czy zamówić szczoteczkę z falistej blachy, dającą gwarancję wytrzymałości, czy też pod prądzio posiadane podłączać. 

Może wtedy ich nie zagryzie.