Atak klonów

Niedawno do naszego zakładu przyjął się klon. 

Nie Zbigniew Klon, ino klon męża Marulli. 

 

Pierwszym razem, kiedym go ujrzała, nieco zbladłam. 

Poszłam ci ja bowiem na ciastko do biurowca, konsumuję, wznoszę oko, i ja-cię-pierdziu sobie myślę, a co tu robi ON? (Znaczy ten Marulli mąż). 

Jest on osobą charakterystyczną, bo, między innymi, ma 2 metry.

(Kiedyś, jak mieszkałam w mieszkaniu o wysokości 2,5m przylazł i powiesił mi firanki stojąc na podłodze, taki był:).

Więc się w oczy rzuca. 

Więc jak znad ciasta oko uniosłam i ową 2-metrową postać, co zazwyczaj het, w burakach przebywa, tom się zdziwiła.

 

Dobrze, że się przynajmniej do niego nie darłam 🙂

 

Nie ma człowiek spokoju ni minuty. 

Zawsze ktoś atakuje. 

Tym razem klony. 

Dodaj komentarz