330 stron
Książkę dostałam od Teściowej I i to był BARDZO dobry kryminał, więc go nigdzie nie zostawiam, tylko zabieram z powrotem i zaraz komuś pożyczę, niech leci w obieg, bo dobry :).
Historia jest taka, że doktor David Hunter zostaje wezwany na Runę, małą wysepkę w przysłowiowej dupie, z powodu morderstwa. Kryminał, a tu taka niespodzianka, prawda? 😉 Morderstwo jest o tyle dziwne, że znaleziono spaloną osobę, ALE spaloną tak, że spaliła się tylko ona (bez jednej ręki i stóp) i w zasadzie nic obok i nic nad nią. Ponieważ Hunter jest antropologiem sądowym, wzywają go, żeby zbadał o co kaman.
I historia zaczyna się kręcić. Jest dużo wątków, jest wielu podejrzanych i naprawdę ciężko zgadnąć jak rzecz się skończy.
Nie piszę nic więcej, bo może ktoś będzie chciał przeczytać.
Naprawdę dobra.
Teraz na chwilę dość kryminałów oraz pytanie CO ja teraz będę czytać, bo jeszcze dwa dni wakacji, swoje wszystkie książki już przeczytałam, zostają mi więc książki mojego 11-letniego Syna, albo mego Męża.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo 🙂