Winko wypić nie jest łatwo

Mamy z moją Matką (Teresą:) taką tradycję (od jakiegoś czasu), że z okazji jej imienin/urodzin albo innych okazji ja ją gdzieś zabieram. Na wycieczkę w sensie.

No i ostatnio, z okazji jej urodzin, pomknęłyśmy do Doliny Baryczy, ale nie na rowery, tylko połazić. Tereska ucieszyła się że po płaskim, a nie po górach, nieco mniej cieszył ją fakt, że przeszłyśmy w 2 dni 3 dychy :). Ale nikt nie mówił, że będzie lekko :). 

Ale ja nie o tym: w piątek, jak tylko przyjechałyśmy, uznałyśmy, że po siedzeniu 2h w samochodzie trzeba się rozruszać, tym bardziej, że pogoda było bardzo fajna. Poszłyśmy przeto polatać po okolicy. Przy okazji owego latania nie omieszkałyśmy wstąpić po winko, które planowałyśmy wypić wieczorową porą na tarasiku w naszej miejscówce. 

Plan był przedni, ale otwieracz do winka, jak się kazało po powrocie, był do dupy. Była to ta wersja, którą się tylko wkręca i trzeba potem ten korek wyszarpać, BEZ wspomagających łapek. Próbowałyśmy walczyć na rożne sposoby, ale nie poszło, korek siedział w winku, z korkociągiem zresztą. Na domiar złego ktoś nam zajął tarasik, kurwa.

Ale my się tak łatwo nie poddajemy i rano, kiedy pan przyniósł nam śniadanie, natychmiast go zapytałam czy otworzy nam winko. Wiem, że może nie wypadłyśmy najlepiej, kiedy pytałyśmy o otwarcie flaszki przed 8:30, ale nic to.

Wieczorem, kiedy wróciłyśmy z wycieczki, okazało się, że inni goście wyjechali i że tarasik jest wolny, poszłyśmy tam przeto natychmiast i całe winko wypiłyśmy.

Z kieliszków, nie gwinta, bo my kulturalne damy jesteśmy 🙂

Dla takich chwil warto żyć 🙂